niedziela, 27 lutego 2011

III Próba Wina (piszą o nas w gazetach)

Nie mogło nas tam nie być... Całkiem sympatyczne wydarzenie, którego opis znajdzie się tu wkrótce. Na razie kilka zdjęć:

Każde próbowane wino było omawiane przez winiarza, który je przywiózł do degustacji.

A było co pić...
Swoje wrażenia każdy zapisywał na otrzymanej fiszce degustacyjnej


Udało się nawet udzielić wywiadu Gazecie Wyborczej i dyskretnie wpleść weń informacje o naszym blogu - odrobina marketingu jeszcze nikomu nie zaszkodziła :).

http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,9174317,Biale_wino_sie_udalo__a_lato_nie_rozpieszczalo.html

wtorek, 22 lutego 2011

BLIND TEST

A opowieść zaczyna się następująco:

Pewnego styczniowego weekendu, gdy za oknem mroźno i ponuro, kilku zaprzyjaźnionych pijaków spotkało się celem przeprowadzenia „blind testu” sześciu przytarganych ze sobą czerwonych win.
Osoby dramatu:
Makuszek – nieszczęśnica, która nie wiedząc co czyni, dała do dyspozycji swoje „cztery kąty”; miłośniczka półsłodkiego Concorda koszernego,
Kasia M. – początkująca w zakresie winnych przygód, zapowiadająca się specjalistka w obszarze kolorystyki trunków,
Madzik – wielbicielka alkoholi w ogóle (zwłaszcza „dobrych win”;)), niezawodny kompan wszelkich nasiadówek,
Ukashek – naczelny felietonista niniejszego bloga, znany wielbiciel szczepu Tempranillo,
Radek – wielbiciel włoskich win, znany antagonista szczepu Tempranillo oraz win spoza Europy, co jest przyczyną wielu ciekawych dysput z Ukashkiem,
Autorka (KaEr) – wielbicielka nowozelandzkiego Sauvignon Blanc oraz czerwonych win z Półwyspu Apenińskiego, cierpiąca na amnezję smakowo – zapachową.
Każda z butelek została pięknie opakowana w papier i po kolei rozlewana do kieliszków rozochoconych biesiadników. Jako że odpowiadam tylko za swoje kubki smakowe, opiszę własne odczucia, na końcu podając które wino zajęło jakie miejsce w odczuciu całego towarzystwa. Wina ponumerowano od 1 do 6:
Nr 1 – kolor – dosyć ciemny, rubinowy, wpadający w fiolet; nos – kwaśne owoce i czerwona porzeczka; smak tępy, bez wyrazu, wino z kategorii płaskich, zapach i smak ulatuje z pamięci chwilę po przełknięciu nie tylko u osób z amnezją; końcówki brak. Podczas próby pada przypuszczenie, że pochodzi z Ameryki Płn.
Nr 2 – sukienka również ciemnoczerwona, nos owocowy, ale z mocno wyczuwalnym alkoholem (po napowietrzeniu zniknął); smak taninowy, cierpki, lekko ziemisty, ale nie nieprzyjemny, wyczuwalne wiśnie i truskawki. Wino w pełni dojrzałe, aż prosi się o towarzystwo krwistego kawałka wołowiny.
Nr 3 – kolor brązowawy, nos lekko wędzony i ziemisty, wyczuwalne owoce leśne, smak bardziej złożony od dwóch poprzednich trunków, owocowy (wyczuwalne jeżyny, czarne porzeczki (?)), pełny. Wino diametralnie różni się od dwóch poprzednich, dla mnie „in plus”.
Nr 4 – kolor mocno czerwony, zapach nieprzyjemny, lekko chemiczny przy pierwszym podejściu, po odetchnięciu bliżej nieokreślone owoce z rodziny jagód, lekko czereśniowy, smak bez rewelacji, nie potrafiłam właściwie określić co czuję – jak dla mnie zbyt mało garbników, zwłaszcza w porównaniu z silnym nosem. Pod koniec degustacji Ukashek próbuje wina ponownie i twierdzi, że jest lepsze po dłuższym odetchnięciu, ale ja jestem zniechęcona pierwszym wrażeniem i już do niego nie powracam.
Nr 5 – No i mam swojego faworyta;) Bardzo dobre wino z nosem czerwonego owocu. Dojrzałe i złożone, przy podniebieniu owoce takie jak jeżyna i porzeczka, oraz odrobina świeżego tytoniu lub dymu. Niektórzy w końcu czują nutkę wanilii. Po minach i komentarzach współbiesiadników wnioskuje, że wino wygra nie tylko w moim rankingu…ale nie przesądzajmy, bo czas na napitek:
Nr 6 – kolor ciemnoczerwony, nos – wyczuwalne czerwone owoce i nutka wanilii. Wino nieskomplikowane, niezbyt złożone, ale przyjemne, lekkie taniny. Wypijam bez większych oporów, ale również i bez zachwytów.
W moim rankingu zdecydowanie wygrało wino nr 5, zaraz za nim na podium uplasowała się trójka i dwójka, ostatnie miejsce dzierży trunek, który kompletnie nie podszedł mi zapachowo czyli nr 4. Po podsumowaniu punktów przyznanych przez każdego uczestnika okazało się, że finalny ranking niewiele różni się od mojego.
I miejsce – wino nr 5, którym okazał się:

Los Boldos Momentos Cabernet Sauvignon 2008 – rodem z Chile, zakupiony w sklepie winiarskim u Mielżyńskiego za cenę 32 PLN. Zaznaczyć należy, że wino to zajęło pierwsze miejsce na liście każdego z nas oraz iż Ukashek trafnie zgadł jego pochodzenie. POLECAMY!!!
II miejsce – wino nr 3
No i tu zaskoczenie uczestników totalne. W listopadzie 2010r. byliśmy uczestnikami degustacji w pałacu Mierzęcin (http://www.palacmierzecin.pl/), który to posiada winnicę o powierzchni 6,75 ha mozolnie doglądaną przez enologa Piotra Stopczyńskiego. Na zakończenie bardzo miłego weekendu dostaliśmy w prezencie butelkę Regenta – rocznik 2009, którą to autorka niniejszego wpisu kisiła w domu, czekając na odpowiednią okazję do spróbowania… czy mogłaby być lepsza? Jesteśmy dumni, że wino rodem z Polski zajęło 2 miejsce wśród wcale nie najgorszych win z całego świata!!!
III miejsce – wino nr 2

Baron Philippe de Rothschild Bordeaux 2008 – producent (jeden z najbardziej znanych we Francji) obiecuje kupaż trzech rodzajów winogron: 30% Cabernet Sauvignon, 60% Merlot oraz 10% Cabernet Franc. Naszym zdaniem klasyczne wytrawne wino w cenie około 30 PLN do kupienia właściwie w każdym większym markecie.
IV miejsce – wino nr 5

Chianti Colli Senesi 2008 – Włoskie wino z regionu Montepulciano wyprodukowane w 90% ze szczepu Sangiovese (Prugnolo) i 10 % mieszanki lokalnych szczepów; zakupione w Piotrze i Pawle za 22,99 PLN. Biorąc pod uwagę, iż w towarzystwie znajduje się dwóch fanatyków włoskich win (w tym autorka) miejsce poza podium dziwi. Tym razem jednak Włoch musiał ustąpić pierwszeństwa Chilijczykowi, Francuzowi i…Polakowi :DD
V miejsce – wino nr 4

Rosemount Shiraz Grenache Mataro 2006 – czyli wino australijskiego pochodzenia, zakupione w Auchan, kupaż trzech rodzajów winogron. Największy zarzut – właściwie pusty, sztampowy smak przy dosyć mocnym i specyficznym nosie; przy tej cenie (prawie 40 PLN) spodziewać się można było czegoś znacznie lepszego. Aha, wino jest na zakrętkę, więc dla purystów w tej dziedzinie może to stanowić problem.
VI miejsce – wino nr 1
Sutter Home Zinfandel California 2009 – jak dla mnie nasz „blind test” utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że Sutter Home to producent tworzący jedne z najbardziej bezpłciowych win świata – żeby zrobić Zinfandela bez bodaj najdrobniejszego posmaku czekolady, trzeba mieć naprawdę talent. Polecamy tylko początkującym w zakresie winnych przygód (myślę, że większości z nas parę lat temu to wino by smakowało), zamiast kompotu do obiadu lub ludziom o lekko upośledzonych kubkach smakowych.
Po degustacji sześciu konkursowych win, wypiliśmy jeszcze dwie butelki, ale spostrzeżeniami na ich temat już nie będziemy się dzielić, bo jakby…ekhm…walory smakowe i zapachowe gdzieś uleciały. Zdajemy sobie sprawę z tego, że klasyczne „blind testy” wymagają porównania win z tego samego regionu, ale jesteśmy jeszcze laikami w tego typu zabawach i ten pierwszy potraktowaliśmy jako swojego rodzaju przetarcie.
Resztę uczestników proszę o ewentualne komentarze – opis poszczególnych win jest subiektywny i Wasze rankingi na pewno się różniły od tego mojego i tego ogólnego. Zapraszam do dyskusji i nowych wpisów!!

poniedziałek, 21 lutego 2011

Sami chcieliście...


Jako, że nikt się nie spieszy z zapełnianiem naszego bloga, "zmusiliście" mnie (;)) do zwłoszczenia całkowitego niniejszej inicjatywy. Dziś na tapecie VALPOLICELLA SUPERIORE 2008 Zenato zakupiona za 39 PLN (po obniżce z 49 PLN) u Konrada Packa. Lubię Valpolicellę, ale nie za 50 zł, więc gdyby nie promocja, to nawet fakt iż pochodzi z winnic Zenato (piłam już od tego producenta najlepsze w moim rankingu Amarone), nie przekonałby mnie do wydania 5 dyszek. Wino otrzymało 89 pkt od Roberta Parkera, leżakowało okrągły rok w beczkach z dębu slawońskiego. Etykieta obiecuje subtelny migdałowy aromat z fiołkowymi nutami oraz 13,5% alkoholu. Kupaż - 80% Corvina, 10% Rondinella i 10% Sangiovese.
Suknia intensywnie czerwona, gładka i klarowna. Pierwszy nos mocno porzeczkowy z odcieniem owoców leśnych, obiecanych migdałów nie czuję, fiołków jakoś też nie... Pierwszy łyk - obiecane przez nos porzeczki wybijają się na pierwszy plan, ale zrównoważone są przez inne owoce - Mąż twierdzi, że leśne... hmm... podoba mi się. Wino jest delikatne przy pierwszym kontakcie, po napowietrzeniu wyczuwam większą cierpkość, przy końcówce wyraźny posmak kwaśnych wiśni, który baaardzo mi się podoba. Niestety migdałów i fiołków nadal nie czuję i nie poczułam aż do końca butelki:(
Generalnie wino bardzo dobre i mogłabym je z czystym sumieniem polecić, gdyby nie...cena. Jak już na początku pisałam, pierwotny koszt zakupu jest grubo przesadzony, nawet te prawie 40PLN po obniżce wydaje się za dużo. Być może jest tak, jak kiedyś Ukashek stwierdził - im więcej się pije, tym więcej oczekujemy od następnych win i szukamy nowych wrażeń i chyba w końcu muszę pogodzić się z tym, że za 25 PLN już nic nie będzie w stanie zwalić mnie z nóg...
Żeby nie było, że tylko Włochy obrabiam - w weekend degustowałam Tempranillo, które proponowałam również Wam spróbować, recenzja niebawem - czekam tylko aż ktoś jeszcze z Was będzie w stanie podzielić się ze mną doznaniami smakowo - zapachowymi i podyskutować... Końca dobiega także podsumowanie naszego styczniowego "blind testu" - wrzucę jak tylko otrzymam zdjęcie od jednej Maruderki...

czwartek, 17 lutego 2011

Włoskie wariacje - c. d.


Niby obiecałam w komentarzach, że o włoskich winach już się nie będę rozpisywać, ale jednak postanowiłam się podzielić spostrzeżeniami na temat pewnego Primitivo z uwagi na to, że trunek ten jest kompletnie różny od innych, wypitych przeze mnie do tej pory, z tego regionu.
Butelczynę zakupiłam (uczyniła to również Martyna, więc w poście pojawi się również Jej zdanie) w sklepie winiarskim www.wielkiewina.pl - Kondrad Pacek & Synowie. Sklep ów w ostatnim czasie zaoferował obniżkę cen o 20%, więc PRIMITIVO 'CRETAIA' 2007 Di Majo Norante nabyłyśmy za 39,20 PLN. Idąc za stroną internetową -wino częściowo dojrzewające w beczkach, alkoholu 13,5%, apelacja - Puglia IGT.
Sukienka głęboko czerwona, pierwszy nos - czekolada, czekolada, czekolada oraz truskawki (Martyna). Czekolada nie dziwi, wszak to włoski Zinfandel, ale o ile ostatnio z Mężem Moim zakupiliśmy najdroższego Zinfandela spod znaku rodziny Gallo i zostawiał on nieprzyjemny posmak wyrobu czekoladopodobnego, o tyle w tym przypadku mamy do czynienia z prawdziwą, pełną, gorzką czekoladą;) Pierwszy kieliszek to była czysta przyjemność.
Drugi kieliszek... i tu się zaczyna inna bajka. Nagle wino zrobiło się ciężkie, dosyć cierpkie i bardzo mocno taninowe, co w naszej opinii nie jest typowe dla włoskich napitków. I końcówki jakoś brak. Jako znana wielbicielka 'kwasów' bez mrugnięcia okiem dokończyłam butelkę, Mąż chyba pierwszy raz stwierdził, że wino włoskie mu nie do końca smakuje...ale to jest właśnie w tym wszystkim najpiękniejsze, że każdy sobie może znaleźć coś dla siebie, mimo iż poszukiwanie może zaprowadzić wprost do klubu AA;)
P. S. Mam nadzieję, że moja Ulubiona Rzeczoznawczyni dopisze coś w komentarzach, gdyż onego wina spróbowała również na drugi dzień jak już dosyć mocno odetchnęło.

sobota, 5 lutego 2011

Tygodniowy TOP ukashowy...

Muszę przyznać że moja wątroba oraz topniejące pokłady szarych komórek nie bardzo akceptują nasze hobby… ale cóż w ostatnim tygodniu ‘przetestowałem’ win niemal naście, lecz wspomnieć warto zaledwie o kilku:
1.       Seagull Mountain Sauvignon Blanc [35 PLN - Carrefour]
2.       Porta Reserve Syrah (2008) [34 PLN - Carrefour]
3.       Argentyński Cabernet Sauvignon [ok. 60 PLN – cena restauracyjna w Winiarni Dominikańskiej]
4.       Gruner Veltliner (2008) [ok. 50 PLN – cena restauracyjna w Winiarni Dominikańskiej]

1.2.3.4.

Ad.1.
Nr jeden to istne cudo - naprawdę pycha – tak jak to Kasine (KatuBay) pochodzi z Malborough – i rzeczywiście kwiatami zapodaje - Madziczek ekspercko potwierdza kwiat Jaśminu z lekką nutką akacji… w ustach pełne i cytrusowe, w bonusie ananas – zrównoważone i niemal perfekcyjne… prawdziwie wiosenny smak, a zapach poprostu idealny… jak będzie mnie stac to zrobię sobie w nim kąpiel J

Ad.2.
Porta to marka, która bywa popularna… a mnie ten POP trochę wqrwia… ale cóż postanowiłem spróbować. Warto było – wino jest rozkoszne, bogate w owoce… iskrząca bordowo krwista suknia i przepyszny owocowy nos, w smaku też rozkoszne całe stado owoców ściga się o palmę pierwszeństwa: na starcie wygrywa czereśnia, ale wymięka po kilku sekundach i oddaje prowadzenie borówce albo jagodzie… po chwili bardziej kwaskowo i nagle w końcówce owoce ustępują miejsca szlachetnej beczułce – co moje synapsy błyskawicznie przekształcają w oznakę szlachetnego starzenia… Super winko!

Ad.3.
Nie starczyło światła, żeby uważnie na tego caberneta spojrzeć… nosek bez rewelacji, choć dla mnie po natlenieniu zyskiwał ciekawe stajenne odcienie… ale smak strasznie intrygujący, czarna porzeczka krzyżowała się po chwili z jakimś korzennym posmakiem – kombinacja nader ciekawa… a najbardziej podobały mi się w tym winie taniny, które zaznaczając swą krągłą obecność nie były zbyt nachalne… kolejny duży plus dla nowego świata…

Ad.4.
Ten ‘zielony’ w nazwie nie wziął się z przypadku… bardzo żywe i świeże wino… mocno jabłeczne w nosie i smaku… bardzo żałuję że nie wyczułem obiecanej pieprznej końcówki, ale i tak winko przednie orzeźwiające i pogodnie lekkie, a przy tym nie jest płytkie jak tanie rieslingi… arcydzieło może to to nie jest (głównie ze względu na jednolitość smaku i zapachu) ale wchodzi gladko i na podniebieniu wiele radości zostawia.

Vinetariusze wszystkich maści łączcie się – czekam na wasze opinie/recenzje/oceny/krytyki…

Ripasso z chrząszczykowego dyskontu (by k.)

Biedronkowych degustacji ciąg dalszy…

W dniu wczorajszym okazało się, że „Biedronka” na naszej ukochanej Wildzie posiada szerszy asortyment włoskich win obiecywanych przez gazetkę, tak więc  Mąż mój wyszedł z tegoż przybytku z 6 flaszkami czerwonego trunku, zostawiając przy tym 98 PLN;) Papa mi się od razu uśmiechnęła, bo okazało się, że dostępna również była Valpolicella Ripasso, na którą miałam wielką ochotę. Jest to najdroższe wino oferowane przez „Biedronkę” – całe 24,99 PLN;)
  
Producent - Tenimenti Conti Neri; Internet mówi mi, że od 2001r. rokrocznie „wypuszcza” Valpolicellę Ripasso. Alkohol – 13,5% (spodziewałam się odrobinę więcej, ale pewnie za bardzo sugerowałam się faktem, iż trunek ten ma cechy wspólne z Amarone). No to siup – do dekantera.
Kolor ciemny, ale odrobinę jaśniejszy od Salice Salentino, klarowny, lekko wpada w fiolet.
Nos – wyczuwalne owoce leśne i znowu kurka te jeżyny… wyraźna woń gorzkiej czekolady. Z czasem delikatna woń dymu i czegoś przypalanego. 
Pierwszy łyk i normalnie jestem wniebowzięta – wino gęste, bogate, pełne, z wyraźnym posmakiem czekolady, owoców leśnych i jakby lekko przypalane. Kwas jest (;))))), słodycz też jest – szczególnie przy końcówce. No po prostu bardzo smaczne wino. Za całe 24,99 PLN;)) Z przyjemnością wychylamy całą flaszkę. Na pewno zakupimy więcej butelek – SZCZERZE POLECAM.
Salice Salentino wypite wcześniej nie było jakimś super-winem – ot dobra zależność ceny do jakości, trunek jak najbardziej do wypicia. Ale Valpolicella… pycha… Być może mój zachwyt po części wynika ze słabości do winiaczy z Półwyspu Apenińskiego, tak więc pędem do „Biedronki” i możemy podyskutować – czy to ja jestem zakręcona na punkcie włoskich butelczyn, czy wino jest rzeczywiście bardzo bardzo dobre.

czwartek, 3 lutego 2011

Salice Salentino à la Biedronka (by k.)

Jako że kubki smakowe wróciły do równowagi, a weekendowy kac dawno odszedł w zapomnienie – degustacji win ciąg dalszy.
W sieci dyskontowej „Biedronka” w dniach od 2 lutego do 2 marca 2011r. miejsce ma oferta pt. „Z włoskich winnic”, ku radości pasjonatów trunków z Półwyspu Apenińskiego. Gazetka dostępna na wejściu mówi nam, że oprócz słynnego już Barolo za 30 PLN, na półkach możemy znaleźć winiacze właściwie z każdego obszaru kraju – od Sycylii po Piemont i Lombardię. Wybór szczepów też zróżnicowany (sporo szczepów mocno regionalnych, nazwy nic mi nie mówią). Oczywiście zakupy weryfikują tę bogatą ofertę, która w rzeczywistości ogranicza się do kilku dostępnych butelek i mimo, iż ochota jest na Valpolicella Ripasso (wino ripasso to próba zagospodarowania skórek winogron pozostałych po produkcji wina Amarone, które uwielbiam, a które zapewne spodobałoby się koleżance Madzik ze względu na podwyższoną alkoholowość), ze sklepu Radosław wynosi Salice Salentino Riserva z regionu Apulii za całe 17,99 PLN.


Opis wina mówi, że leżakowało przynajmniej 6 miesięcy w dębowych beczkach i pochodzi z lokalnych szczepów Nagroamaro i Malvasia Nera. Z pierwszym szczepem mamy miłe wspomnienia po winku od Mielżyńskiego, więc szybko przelewamy zawartość butelki do dekantera.
Kolor – rubinowy, lekko wpadający w fiolet, dosyć ciemny. Już wiem, że w związku z moją przypadłością łatwego przyswajania barwników przez jamę ustną, moje zęby i język będą niebieskie… Wino nie jest gęste, ale klarowne, nogi brak.
Pierwszy zapach mówi mi, że powinno to wino trochę pooddychać, bo właściwie jest ledwo wyczuwalny, ale co tam – upijam łyka. Bardzo delikatny smak z lekką nutą…hmm…czegoś chemicznego. Odstawiam więc trunek na 15 minut i daję mu odsapnąć.
Podejście nr 2 – nos: wyraźny zapach jeżyn, może trochę śliwek… upijam łyka, w smaku również jeżyny, a także goździki, końcówka wyraźnie cierpka, co mi akurat odpowiada. Z czasem zaczynają pojawiać się lekko ostre akcenty (tak, tak, Moi Mili – jeżyna posypana pieprzem :)), chwilami aż odrobinę szczypie w język.
Wychylam 3/4 butli – dla Radosława za cierpkie, a znając moje uwielbienie do kwasów, dobrodusznie odstępuje mi większość trunku, więc pod koniec mimo usilnego skupienia się nad tym co piję, smaków już nie rozróżniam… Język grantowy – nie wiem, musze sprawdzić z czego to wynika…
Podsumowując – wino całkiem zgrabne, niezbyt skomplikowane, z lekko ostrym posmakiem i cierpką końcówką. Zależność cena-jakość na duży plus!!

Pozdro,

k.