poniedziałek, 30 maja 2011

Krótka rada



Dzisiaj tylko krótka rada... Wino otrzymane w prezencie (na szczęście). Kosztuje toto 29,90 zł, a pić się tego nie da. Smakuje jakby ktoś oszczędzał na beczkach, ale chciał w "wino" wpompować drewniane aromaty. Ostatecznie napój smakuje jak mydliny. Nie ma się za bardzo nad czym rozwodzić... NIE DO PICIA, UNIKAĆ ZA WSZELKĄ CENĘ!!!

poniedziałek, 23 maja 2011

Vive La France!

Wyjazdy służbowe mają też swoje zalety - można pojechać np. do Francji i przytargać ze sobą torbę pełną win :). Oto pierwszy odcinek z cyklu "Co można kupić za 10 EUR w kraju winem stojącym"...
Zacznijmy od beaujolais. Nie jakieś tam nouveau, ale dojrzałe, pełnoprawne, dwuletnie. W dodatku pochodzącego z jednego z 10 crus, Brouilly. Szczep całkiem dla nas nowy (pomijając jeden przelotny romans z beaujolais nouveau ponad rok temu), typowy dla tego regionu, Gamay noir. Wina z tego szczepu i regionu powinny być lekkie, przyjemne i owocowe. I tak właśnie było. Zaraz po otwarciu niesamowicie intensywny zapach wiśni, z czasem przechodzący w czerwoną porzeczkę - wrażenie jakby wąchało się sok, a nie wino. Kolor zaskakująco ciemny jak na lekkość woni, rubinowy, aż trochę sztuczny, jakby BARDZO ciemny wiśniowy kisiel :). Sam trunek to wyczuwalne nuty czerwonych owoców, delikatnie gorzkawy finisz. Piliśmy je do quiche lorraine i intensywny smak nieco je przytłoczył, tak więc polecamy raczej do lżejszych i mniej wyrazistych potraw. Jest to lekkie, przyjemne wino, które bez oporów można pić latem, niektórzy pijają je schłodzone bardziej niż przeciętne wina czerwone, w temperaturze 14C i wtedy naprawdę może rywalizować z winami różowymi o miano klasowych "orzeźwiaczy". Nas zachęciło do przyszłych prób, szczególnie w gorące dni wydaje się być dobrą propozycją. I pomyśleć, że we Francji można mieć coś takiego za jakieś 7,50 EUR...